BIOGRAFIA | GALERIA MULTIMEDIALNA


O. Bill (ur. w 1928 r. w Indiach zm. 2008 r. w Ugandzie) pochodził z dobrej katolickiej rodziny. Rodzice zapewnili mu odpowiednie wychowanie i wykształcenie. Po otrzymaniu święceń kapłańskich, o. Bill osiągnął wysoki status: był dyrektorem finansowym Zgromadzenia oraz wykładowcą w seminarium. Zarządzał dużymi kwotami, dobrze znał Pismo Święte i cieszył się poważaniem wśród ludzi. Był „człowiekiem sukcesu”. Jednakże, pochłonięty pracą i podejmowaniem coraz to nowych wyzwań, nie zauważył, iż przestał żyć życiem wiary…

Miał 48 lat, gdy pewnego dnia, po odprawieniu Mszy św., upadł nieprzytomny w zakrystii. Przewieziono go do szpitala, gdzie odzyskał przytomność po czterech dniach. Lekarz powiedział mu, że przeszedł dwa poważne zawały serca i że istnieje niebezpieczeństwo wystąpienia trzeciego zawału, który – jeśli nadejdzie – spowoduje zgon. Skazany na bezczynność pacjent mógł jedynie odprawiać medytacje. Po pewnym czasie udał się na rekolekcje, gdzie, podczas modlitwy wstawienniczej, został całkowicie uzdrowiony. Przeprowadzone badania lekarskie wykazały ponad wszelką wątpliwość jego całkowite wyzdrowienie, czego potwierdzeniem była udana wspinaczka na pobliskie wzgórze.

Wkrótce o. Bill ze zdziwieniem zauważył, że na skutek jego modlitwy ludzie (np. sparaliżowany człowiek w USA) wstają na nogi. Wdzięczny za swoje uzdrowienie i przemieniony wewnętrznie, zapragnął „nieść Jezusa” do ludzi, by i oni doświadczyli radości spotkania z Nim i mocy Jego uzdrawiającego dotknięcia…. Posługując modlitwą o uzdrowienie i głosząc rekolekcje ewangelizacyjne w różnych krajach, o. Bill przyjął rolę „oślicy”, na której Pan Jezus dociera do różnych środowisk i osób.

Był ubogim wędrownym kaznodzieją. Mieszkając na stałe w placówce misyjnej w Ugandzie, w zasadzie mieszkał w samolocie. Podróżował z kraju do kraju, od 1999 r. przyjeżdżając również do Polski. Pomimo wyczerpującego trybu życia i podeszłego wieku, nie chorował ani razu od czasu cudownego uzdrowienia w 1975 r. Nic nie posiadał. Woził ze sobą Pismo Święte i ubranie na zmianę, które często ginęło w podróży.

Głoszone nauki o. Bill ilustrował przykładami zaczerpniętymi z doświadczenia – własnego i swoich bliskich. Oto jeden z takich przykładów:

Ojcowskie błogosławieństwo

„Ojciec mój prowadził dobrze prosperującą firmę i – w porównaniu z braćmi – miał najlepszą sytuację finansową. Jego ojciec (tj. mój dziadek) też był człowiekiem zamożnym. Pewnego razu dziadek ciężko zachorował i wyglądało na to, że wkrótce umrze. Ojca nie było w domu – wyjechał na dłuższy czas w interesach. Bracia – przeczuwając zbliżającą się śmierć dziadka – poprosili go o sporządzenie testamentu, by uniknąć ewentualnych konfliktów przy późniejszym podziale majątku. Dziadek wahał się, mówiąc, że chciałby, aby przy sporządzaniu testamentu obecne były wszystkie jego dzieci. Nieobecny syn miał jednak wrócić nieprędko, więc w końcu dziadek uległ namowom i przystąpiono do ustalania podziału majątku.

W trakcie dyskusji bracia doszli do wniosku, że mój ojciec, który i tak był z nich zdecydowanie najbogatszy, powinien dostać najmniej – żeby było sprawiedliwie. Dziadek nie chciał na to przystać, ale był słaby i nie miał siły przekonać ich do zmiany stanowiska. W końcu uległ. Testament sporządzono i zalegalizowano.

Gdy mój ojciec wrócił do domu, matka poprosiła, by nie gniewał się na dziadka. Powiedziała: ‘Idź do ojca, powiedz, że mu wybaczasz, poproś go o błogosławieństwo i przyjmij je z wdzięcznością’. Tak też się stało. Po śmierci dziadka i po podziale majątku, widać było, że mojemu ojcu Bóg błogosławi. Jego firma rozrosła się i przynosiła coraz większe dochody. Natomiast w domach jego rodzeństwa zaczęło dziać się źle. Pojawiły się kłótnie i alkoholizm, co doprowadziło do roztrwonienia posiadanych środków i popadnięcia w długi. W końcu rodzina ojca nieśmiało zwróciła się do niego o pomoc i wsparcie.

Ojciec spełnił ich prośbę. Wybaczywszy już wcześniej, nie chował w sercu urazy. Ponadto wiodło mu się nadal bardzo dobrze, mógł więc takiej pomocy udzielić.”