GALERIA MULTIMEDIALNA | WYWIADY I PRASA | MODLITWY


INFORMACJE O REKOLEKCJACH W LICHENIU 2013 R.

Rekolekcje Ojca Billa w Licheniu

Rekolekcje Ojca Billa trwają w sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej. W tygodniowym modlitewnym spotkaniu bierze udział kilkadziesiąt osób z całej Polski.

Ojciec Antoni Saji VC
Rekolekcje Ojca Billa w Polsce odbywają się od 1999 roku. Początkowo, jak sama nazwa wskazuje, prowadził je o. Joseph K. Bill VC, kaznodzieja ze zgromadzenia św. Wincenta a Paulo w Indiach. Od 1992 roku kapłan pracował na misjach w Afryce Wschodniej. W tym czasie odbył wiele podróży po Europie, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, gdzie głosił kazania, sprawował Msze św. z modlitwą o uzdrowienie oraz prowadził rekolekcje dla biskupów, księży i osób świeckich. Od momentu śmierci Ojca Billa w marcu 2008 roku, rekolekcje prowadzi Ojciec Antoni Saji VC.

„W głównej mierze moje nauki oparte są na Biblii. Gdy mówię o Biblii, wówczas przynoszę Dobrą Nowinę do ludzkiego życia. Głównym celem tych rekolekcji jest całkowite nawrócenie osób, które w ich uczestniczą. Wszystkie sprawy związane z życiem muszą się zmienić zgodnie z przesłaniem, jakie daje nam Biblia” – powiedział rekolekcjonista z Indii.

Ojciec Antoni jest młodym, entuzjastycznym kapłanem, który łatwo nawiązuje serdeczny kontakt z wiernymi. Zachęcająco przekazuje prawdy wiary katolickiej, posługując się plastycznym i obrazowym językiem. W swoich katechezach Ojciec Antoni ewangelizuje, przywołując cytaty z Pisma Świętego, dokumentów Kościoła Katolickiego i życia Świętych oraz sięgając po świadectwo własnego życia. Dba o różnorodność środków przekazu, często posługuje się anegdotami, humorem oraz prostymi ilustracjami poruszanych tematów. Niejednokrotnie prowadzi dialog z uczestnikami, zadając im pytania oraz animując krótkie scenki rodzajowe.

Wiele osób uczestniczących w rekolekcjach nazywa je „całkowitą terapią osoby w szpitalu Pana Jezusa”. Przybywają na rekolekcje po wielokroć, aby doznać przemieniającej obecności Boga. Świadectwa uczestników zawierają opisy łaski nawróceń, umocnienia wiary oraz uzdrowieniach duszy, psychiki i ciała.

„Te rekolekcje są otwarte dla wszystkich. Mogą tu przyjechać osoby, które należą do jakichś wspólnot, dzieci, młodzież, dorośli, starsi. Są też zaproszeni ludzie niewierzący, gdyż każdy znajdzie tutaj coś dla siebie” – powiedziała Beata Lehei, organizatorka rekolekcji.

Rekolekcje Ojca Bill’a w Polsce odbywają się raz w roku, za każdym razem w innym miejscu. W ten sposób kaznodzieja pragnie dotrzeć do jak największej liczby wiernych. W tym roku przybył do Lichenia, gdzie jak przyznał „czuje wszechogarniającą obecność Matki Bożej i samego Boga”. Rekolekcje potrwają tydzień – rozpoczęły się w miniona sobotę (10.11), a zakończą w najbliższą sobotę (16.11) Mszą św. z modlitwą o uzdrowienie.

źródło: www.gosc.pl

Przesłanie od serca do serca.
Rekolekcje Ojca Bill’a w Licheniu

„Usłyszeć, zobaczyć, doświadczyć i dać świadectwo Jezusowi”. Rekolekcje Ojca Bill’a trwają aktualnie w Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej. W tygodniowym modlitewnym spotkaniu bierze udział kilkadziesiąt osób z całej Polski. Wszystko dla pogłębienia wiary i ponownego odnalezienia Chrystusa w codziennym życiu.

Rekolecje Ojca Billa’ w Polsce odbywają się od 1999 roku. Początkowo, jak sama nazwa wskazuje, prowadził je o. Joseph K. Bill VC, kaznodzieja ze zgromadzenia św. Wincenta a Paulo w Indiach. Od 1992 roku kapłan pracował na misjach w Afryce Wschodniej. W tym czasie odbył wiele podróży po Europie, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, gdzie głosił kazania, sprawował Msze św. z modlitwą o uzdrowienie oraz prowadził rekolekcje dla biskupów, księży i osób świeckich. Od momentu śmierci Ojca Bill’a w marcu 2008 roku, rekolekcje prowadzi Ojciec Antoni Saji VC.

„W głównej mierze moje nauki oparte są na Biblii. Gdy mówię o Biblii, wówczas przynoszę Dobrą Nowinę do ludzkiego życia. Głównym celem tych rekolekcji jest całkowite nawrócenie osób, które w ich uczestniczą. Wszystkie sprawy związane z życiem muszą się zmienić zgodnie z przesłaniem, jakie daje nam Biblia” – powiedział rekolekcjonista z Indii.

Ojciec Antoni jest młodym, entuzjastycznym kapłanem, który łatwo nawiązuje serdeczny kontakt z wiernymi. Zachęcająco przekazuje prawdy wiary katolickiej, posługując się plastycznym i obrazowym językiem. W swoich katechezach Ojciec Antoni ewangelizuje, przywołując cytaty z Pisma Świętego, dokumentów Kościoła Katolickiego i życia Świętych oraz sięgając po świadectwo własnego życia. Dba o różnorodność środków przekazu, często posługuje się anegdotami, humorem oraz prostymi ilustracjami poruszanych tematów. Niejednokrotnie prowadzi dialog z uczestnikami, zadając im pytania oraz animując krótkie scenki rodzajowe.

Wiele osób uczestniczących w rekolekcjach nazywa je „całkowitą terapią osoby w szpitalu Pana Jezusa”. Przybywają na rekolekcje po wielokroć, aby doznać przemieniającej obecności Boga. Świadectwa uczestników zawierają opisy łaski nawróceń, umocnienia wiary oraz uzdrowieniach duszy, psychiki i ciała.

„Te rekolekcje są otwarte dla wszystkich. Mogą tu przyjechać osoby, które należą do jakichś wspólnot, dzieci, młodzież, dorośli, starsi. Są też zaproszeni ludzie niewierzący, gdyż każdy znajdzie tutaj coś dla siebie” – powiedziała Beata Lehei, organizatorka rekolekcji.

Rekolekcje Ojca Bill’a w Polsce odbywają się raz w roku, za każdym razem w innym miejscu. W ten sposób kaznodzieja pragnie dotrzeć do jak największej liczby wiernych. W tym roku przybył do Lichenia, gdzie jak przyznał „czuje wszechogarniającą obecność Matki Bożej i samego Boga”. Rekolekcje potrwają tydzień – rozpoczęły się w miniona sobotę (10.11), a zakończą w najbliższą sobotę (16.11) Mszą św. z modlitwą o uzdrowienie.

Licheń Stary, 14 listopada 2013 r.

źródłó: www.lichen.pl

ROZMOWA OJCA BILLA Z MARCINEM JAKIMOWICZEM

O błogosławionych zawałach serca, cudzie uzdrowienia i pełnym życia osiemdziesięciolatku z o. Josephem Billem rozmawia Marcin Jakimowicz

Nowe serce ojca Billa
FOT. JÓZEF WOLNY
o. Joseph Bill – misjonarz ze Zgromadzenia św. Wincentego ŕ Paulo. Od 1976 roku, gdy po dwóch zawałach serca cudownie odzyskał zdrowie, jeździ po świecie i posługuje modlitwą o uzdrowienie

Marcin Jakimowicz: Jest Ojciec żywym przykładem słów Ezechiela: „dam wam serce nowe”. Takich ludzi nie spotyka się codziennie na ulicy…
Joseph Bill: – Tak (śmiech). Rzeczywiście otrzymałem nowe serce. W 1976 r. miałem dwa zawały serca. Przeżyłem cudem, mimo że lekarze nie dawali mi żadnych szans…

Musiał być Ojciec przedtem bardzo aktywny. A może nerwowy?
– Ooo, tak. Byłem dynamiczny, ciągle w akcji.

Czy wierzył Ojciec, że modlitwa może przynieść zdrowie?
– Nie. Kompletnie w to nie wierzyłem. Pełniłem ważną funkcję: byłem zarządcą w swoim zgromadzeniu. A to oznaczało: money and power. To władza i pieniądze powodowały, że oddalałem się od Jezusa. Czerpałem garściami przyjemności tego świata, a Bóg widział, że jak tak dalej pójdzie, to zostanę bardzo złym, letnim księdzem. Bóg mnie kocha i dlatego zdecydował się przemienić moje życie i dał mi… dwa zawały serca. To była Jego miłość, ale wtedy o tym nie wiedziałem.

Po Mszy św. upadłem nieprzytomny. Zawieziono mnie do olbrzymiego szpitala, a lekarze bezskutecznie starali się przywrócić mi przytomność. Leżałem przez trzy dni. Ci, którzy mnie odwiedzali, byli pewni, że umieram. Płakali i modlili się. A ja czwartego dnia otworzyłem oczy. Zdumiałem się, bo w pokoju było sporo ludzi. Nade mną pochylał się lekarz. Co się stało? Smutny odparł: Ojcze, EKG wykazało, że miałeś dwa silne zawały, widzę, że nadchodzi trzeci, śmiertelny. Leż, nic nie mów, nie ruszaj się, bo umrzesz. Więc leżałem bez ruchu przez… 45 dni.

Bolesne doświadczenie pustyni…
– Tak. Ogromne oczyszczenie. Po 45 dniach usłyszałem, że udało się uciec od trzeciego zawału. Lekarz powiedział: Ojcze, pomału wracaj do domu, ale musisz o siebie dbać, zażywać lekarstwa. Nie możesz, broń Boże, nauczać, nie chodź po żadnych schodach. A ja dziś nauczam i codziennie chodzę po wysokich schodach i nic mi się nie dzieje (śmiech). Ale wtedy myślałem, że umrę. Przygotowywałem się do dobrej śmierci. I wówczas odwiedził mnie znajomy ksiądz. Powiedział, że organizowane są pierwsze rekolekcje charyzmatyczne w Kerali, w Indiach. Nie byłem do tego jakoś przekonany, ale pomyślałem: pojadę, zobaczę. Usłyszałem, że pod koniec ma być modlitwa o uzdrowienie. Pomyślałem: to niezły pomysł zostać uzdrowionym. Zapisałem się.

Było nas 163 księży i dwóch biskupów. Ostatniego dnia klęknąłem przed biskupem, a on nałożył na mnie ręce i modlił się. Przeżyłem szok. Nie widziałem już kapłana, widziałem Jezusa zmartwychwstałego. Żywy Jezus stał przede mną, modlił się i dotykał mnie. Czułem się niezmiernie szczęśliwy. Pobiegłem do lekarza na badania. Wszystko skrupulatnie sprawdził i zdumiał się: nie ma śladu zawału. Masz nowe serce. Co zażywałeś? – Nie brałem lekarstw! To biskup modlił się o moje uzdrowienie. Lekarz był chrześcijaninem, ale nie mógł uwierzyć. Drapał się po głowie: czy to możliwe, by wyleczyć się przez modlitwę? Nie! Powtórzymy badania. Powiedziałem: Bóg, który stworzył moje serce, mógł je odtworzyć na nowo. Jeśli może mnie stworzyć, może mnie na nowo odtworzyć. Zrodziła się we mnie żywa wiara w Jezusa, który żyje, dotyka, uzdrawia.

W Biblii znajdujemy trudne słowa: „Pan nas zranił i Pan też uleczy”. Buntujemy się, słysząc o Bogu, który rani…
– A jeśli to jedyne lekarstwo?

Niezbyt przyjemne…
– Tak. Ale konieczne. Tak było w moim przypadku. Oddalałem się od Jezusa, a Bóg chciał mnie zbawić i przepisał lekarstwo: dał mi dwa zawały (śmiech). Bóg wie, co jest dla mnie dobre. Tylko choroba serca była w stanie mnie zmienić. To była Jego miłość. Bóg widział, że się staczam i staję się złym księdzem, i zainterweniował.

Lekarz był zdumiony: ojcze, rzeczywiście zostałeś uzdrowiony! Takie rzeczy w medycynie się nie zdarzają! Uwierzył w żywego Boga i towarzyszył mi, gdy jeździłem i opowiadałem o tym, co mnie spotkało. Pobiegłem do przełożonego: „Bóg uzdrowił mnie z zawału, nie chcę już być zarządcą, chciałbym nauczać o Jezusie, który mnie dotknął”, ale przełożony też mi nie uwierzył (śmiech) Powiedział: uważaj na siebie, nie przemęczaj się, gdy zaczniesz nauczać, umrzesz. I nie wierz żadnym charyzmatykom! Odpowiedziałem: – Czy człowiek po zawale może wdrapać się na stromą górę? – Nie. – A ja ci udowodnię i wejdę na sam szczyt. Wdrapałem się i zszedłem, cały i zdrowy. Wtedy nawet przełożony uwierzył (śmiech). Powiedział: możesz oddać się głoszeniu słowa.

Chciałem zgłębiać temat uzdrowienia przez wiarę. Pojechałem do Stanów, by studiować na uniwersytecie w Pittsburghu. W kościele w Bostonie odbywała się modlitwa i tam po raz pierwszy modliłem się o uzdrowienie. Przywieziono sparaliżowanego na wózku, a ludzie powiedzieli: ojcze, pomódl się nad nim. Nigdy nie modliłem się nad chorym. To był mój pierwszy raz. Usłyszałem w sercu delikatny głos Jezusa: powiedz mu, żeby wstał i chodził. Nie miałem wątpliwości, wiedziałem, że ten Jezus, który odtworzył moje serce, może to uczynić….

Wypowiadając słowa „wstań i chodź”, nie wątpił Ojciec? Można się było nieźle wygłupić…
– Nie, nie bałem się. Zawierzyłem tej myśli. Powiedziałem: „W imię Jezusa, wstań i chodź” i sparaliżowany wstał. To był wstrząs. Mimo że miałem wiarę, rozpłakałem się. Dotknąłem cudu, uwierzyłem na całego.

Nie uderzyła Ojcu do głowy woda sodowa? Myśl, że stał się Ojciec właśnie jakimś guru?
– Nie. To sprawiło, że stałem się bardziej pokorny (śmiech). Kanadyjczycy obwozili mnie po kraju. Widziałem, jak Jezus dokonał wielu uzdrowień. Jak w Jerozolimie 2000 lat temu. Powiedziałem: Panie, oddaję Ci nie tylko ręce i usta, ale każdą komórkę mojego ciała i każdą sekundę życia. Posłuż się mną, jak chcesz.

Każdego tygodnia głoszę sześciodniowe rekolekcje o uzdrowieniu: ciała, psychiki i duszy. Jezus i dziś pragnie uzdrowić nas od wszelkiego rodzaju chorób. Dlatego założył Kościół. Pragnie, by Jego misja trwała w Kościele. W Kerali w Indiach założyliśmy dom rekolekcyjny. Co tydzień przyjeżdża tam od trzydziestu do pięćdziesięciu tysięcy ludzi. Nawet hindusi i muzułmanie słuchają słowa Bożego, a widząc cuda, zaczynają głosić w Indiach Jezusa Chrystusa! Mimo że mam już prawie osiemdziesiąt lat, jeżdżę po całym świecie. A od 1976 roku nie choruję.

Wielką tajemnicą jest to, że Bóg nie uzdrawia wszystkich. Co Ojciec mówi tym, u których nie znikają nowotwory, którzy nie potrafią wstać z wózków…
– Mówię: uzdrowienie jest procesem. Niektórzy doświadczają go natychmiast, jeśli mają wiarę. Niektórzy nie zostają uzdrowieni. To Jezus jest Bogiem. Kim jestem, by Go pytać, dlaczego mnie nie uzdrawia? On wie lepiej. Czasami uzdrowienie może być dla nas niewskazane. Bóg uzdrawia po to, by zbawić duszę. Niektórzy ludzie po uzdrowieniu wracają do swych grzechów. W Afryce modliłem się za chorych na AIDS. Wielu zostało uzdrowionych, ale nie wszyscy. Może oni po uzdrowieniu wróciliby do grzechu? Bóg wie lepiej. A poza tym cierpienie ma też ogromne znaczenie. Jezus cierpiał, by nas zbawić. Bóg wybiera niektóre osoby po to, by cierpiały: o. Pio, Małą Tereskę…

Gdy przyjeżdżali do Polski o. Tardif czy siostra McKenna, ludzie przychodzili „na uzdrowicieli”. Nie pomagały wyjaśnienia, że uzdrawia Bóg…
– Tak jest. Ale pocieszam się tym, że do Jezusa też ludzie podchodzili jak do cudotwórcy. Dla wielu najważniejsze jest zdrowie ciała. Zapraszam ich wtedy na rekolekcje oparte na słowie Bożym. Wiara rodzi się ze słuchania. W Nazarecie Jezus nie potrafił nikogo uzdrowić, bo ludzie widzieli w Nim jedynie syna cieśli. Był bezradny.

Czy nie czuje się Ojciec jak kruche naczynie? W każdej chwili Bóg może zabrać ten charyzmat…
– Jasne. Może wszystko zabrać. Na razie się mną posługuje, sprawia, że nie choruję i jestem na nogach od świtu do nocy. Mam bardzo napięty terminarz, zajęty na najbliższe lata. Gdy moi pomocnicy ubiegają się o wizy, często załamują ręce: nic się nie da zrobić! Uspokajam ich: zostawcie to, to Jego problem. I w ostatniej chwili udaje się zawsze załatwić wizę. To taka mała lekcja zawierzenia

UGANDA: POGRZEB CHARYZMATYCZNEGO MISJONARZA

W Ugandzie odbyły się uroczystości pogrzebowe o. Josepha Billa CM. Znany hinduski rekolekcjonista ze zgromadzenia św. Wincentego a Paulo zmarł w opinii świętości 14 marca. Miał 80 lat. Ojciec Bill prowadził tygodniowe rekolekcje zamknięte, które zdecydowanie zmieniały ludzkie życie. Pogłębiały wiarę i miłość do Kościoła. Był wspaniałym, charyzmatycznym człowiekiem, który promieniował łaską Bożą. Mimo podeszłego wieku i wielu chorób był człowiekiem pogodnym. Od 30 lat jeździł po całym świecie, a od 1992 r. zwłaszcza do Afryki Wschodniej. Tam głosił rekolekcje na stadionach dla tysięcy ludzi. Budził tak głęboką wiarę, że dochodziło do uzdrowień fizycznych. Ludzie, którzy byli przynoszeni na noszach, wstawali i dzięki łasce Bożej odzyskiwali zdrowie fizyczne. Ks. Bill pozostawił grupę kapłanów, swoich wychowanków, którzy pracując na misjach w Afryce w podobny sposób głoszą rekolekcje.

Ojciec Bill urodził się 23 lutego 1928 r. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1958. Będąc księdzem, pełnił różne funkcje w swej rodzimej diecezji w stanie Kerala.

W wieku 48 lat przeszedł dwa zawały serca, które przykuły go do łóżka na ponad 40 dni. Lekarz poinformował go, iż od tej pory nie będzie mógł podejmować żadnych czynności wymagających wysiłku fizycznego. Między innymi nie wolno mu było wchodzić po schodach i – przede wszystkim – głosić kazań. Dla stabilizacji stanu zdrowia i kontroli nad nim zalecono mu jedynie regularne medytacje.

W okresie rekonwalescencji otrzymał zaproszenie do udziału w prowadzonych przez Ruch Odnowy Charyzmatycznej rekolekcjach, w których uczestniczyło 160 księży, w tym dwóch biskupów. Pod koniec rekolekcji, odpowiedzialny za grupę biskup zaproponował mu modlitwę wstawienniczą i poprosił go o określenie intencji. W trakcie modlitwy o. Bill ujrzał Jezusa, który dotknął go w taki sam sposób, jak to czynił, gdy żył, nauczał i uzdrawiał ludzi w Jerozolimie. To doświadczenie i wynikająca z niego wiara były przyczyną głębokiej przemiany o. Billa.

Przeprowadzone wkrótce badania lekarskie wykazały ponad wszelką wątpliwość jego całkowite uzdrowienie, czego potwierdzeniem była udana wspinaczka na pobliską górę. Po tym zdarzeniu zwrócił się do swoich przełożonych z prośbą, aby od tej pory mógł w pełni poświęcić się głoszeniu Słowa Bożego.

Postanowił dowiedzieć się czegoś więcej o uzdrowieniu przez wiarę i pojechał na seminarium szkoleniowe do Pittsburga w USA. Pod koniec seminarium wydarzył się pierwszy cud uzdrowienia, gdy o. Bill modlił się nad sparaliżowanym człowiekiem przykutym do wózka inwalidzkiego. Człowiek ten całkowicie odzyskał zdrowie i od tej pory mógł chodzić o własnych siłach.

O. Bill prowadził na całym świecie siedmiodniowe rekolekcje zamknięte, Msze św. z modlitwą o uzdrowienie i popularne misje ludowe.

W Polsce Msza św. za ks. Josepha Billa zostanie odprawiona 26 marca o godz. 18:00 w warszawskim sanktuarium na Siekierkach.

T. Duczkowska-Gulak, frbill.net

źródło: www.sekretariat-misyjny.pl